wtorek, 13 grudnia 2016

Mój koszyczek kosmetyczny - czyli jakie produkty mam zawsze pod ręką ?

       Od jakiegoś czasu w moim  pokoju znalazłam miejsce na kosmetyki po które sięgam bardzo regularnie. Wcześniej ich miejsce było w łazience, dziś mieszczą się w niewielkim wiklinowym koszyku, który zawsze mam pod ręką. Takie małe ułatwienie życia (a w szczególności dla małego bałaganiarza do którego grona niestety się zaliczam).  

 Po co sięgam najczęściej ?




       Są to kosmetyki przede wszystkim do użytku "nocnego". Po umyciu twarzy, ciała i włosów, przenoszę swoją dalszą część pielęgnacyjną do swojego pokoju. Biorę sobie taki koszyczek na swoje łóżko i po kolei wszystkiego używam - na prawdę mega praktyczne rozwiązanie. 

       Priorytetem w mojej ogólnej pielęgnacji jest nawilżanie dosłownie każdej nawet najmniejszej partii ciała. Przede wszystkim zawsze pod ręką mam balsam do ciała, krem do dłoni oraz stóp. To jest moje must have i bez niego na prawdę ani rusz, szczególnie w takiej aurze jaka w tym momencie panuje (znowu jest zimno i nieprzyjemnie :P)


        Aktualnie używam regenerującego Balsamu do ciała z firmy Venus przeznaczonego do bardzo suchej skóry. Nie jest on może jakimś mega hitem, ale jak to się mówi "ujdzie w tłoku" (natomiast krem do rąk, który był dołączony do tego balsamu jest rewelacyjny, niestety nigdzie nie widziałam go dostępnego stacjonarnie :/ ). Intensywnie pielęgnujący krem do bardzo suchej skóry dłoni Garniera jest już chyba moim małym bestsellerem. Po nocy skóra jest mięciutka, nawilżona na prawdę przez calutki dzień. Identycznie sprawuję się na stopach, dlatego i tam go stosuję. Dodatkowo na bardziej przesuszone miejsca takie jak pięty, kolana czy łokcie używam maści z witaminą A, którą wydaje mi się nikomu nie muszę przedstawiać. Zaczęłam również ostatnimi czasy olejować paznokcie, stąd na zdjęciu dobrze już wam znana buteleczka po serum Babuszki Agafii, która świetnie nadała się do przechowywania mojej oleistej mieszanki. Do tego również używam olejek z drzewa herbacianego przeciw paskudnej onycholizie, ale to historia już na inny wpis.


Przechodząc do pielęgnacji twarzy, pod ręką mam zawsze płyn micelarny przelany do mniejszej buteleczki, aby w każdej chwili, kiedy wrócę do domu mogła szybko zmyć makijaż i udać się na moją niezbędną popołudniową drzemkę <3 W pobliżu znajduję się również Tonik z Ziaji, który jest dla mnie kosmetykiem wielofunkcyjnym. Nie tylko jest on moim "wykończeniem" makijażu, ale również nawilżaczem do włosów. Jeśli już mówimy o nawilżaczach to oczywiście zawsze pod ręką mam kremy nawilżające ! Krem z Ziaji i Nacomi to na prawdę udana para ! Nacomi stał się moim hitem już od pierwszego użycia. Natomiast głęboko regenerujący krem z Ziaji z witaminą C świetnie sprawuje się jako krem dzienny (pomimo, że przeznaczony jest na noc). Kolejnym moim niezbędnym gadżetem jest pomadka nawilżająca. Mam ich na prawdę sporo, a kiedy przyjdzie co do czego to nie mam w pobliżu żadnej. Wy też tak macie ? :D No i na koniec osławiony sposób na pomadkę z alterry jako odżywka do rzęs, która sprawdziła się u mnie świetnie dlatego ostatnio wznowiłam jej nakładanie.


Kolejnymi produktami, które zawsze mam w pobliżu to oczywiście kosmetyki zabezpieczające włosy, szczególnie teraz kiedy czapki i szaliki nie dają im spokoju. Do ich grona należą klasycznie silikonowe sera - w moim przypadku to 7 olejków z Mariona oraz serum z olejkiem arganowym Bioelixire. Używam również silikonowe odżywki w sprayu zamiennie z oleo-kremem z Biovaxu, który po prostu stał się moim ulubieńcem ze względu na długo (a raczej wiecznie :D) utrzymujący się zapach oraz świetne właściwości wygładzające. Mam już ochotę na kolejne wersje tego produktu ;).

Oprócz intensywnego zabezpieczania włosów, również dbam o ich wzrost. Przy pomocy strzykawki aplikuję na skórę głowy wcierkę - w tym przypadku to wzmacniający tonik Babuszki Agafii przelany do buteleczki po Jantarze. Dzięki temu, że zawsze mam ją na widoku, tak szybko o niej nie zapominam i regularnie go stosuję. 


A wy jakie kosmetyki macie zawsze pod ręką ?  :)


niedziela, 4 grudnia 2016

Serum Babuszki Agafii - uzupełnienie pielęgnacji czy coś więcej ?

     Osoby posiadające bardzo suchą skórę wiedzą, jak trudno znaleźć odpowiedni krem nawilżający. Pozornie może się wydawać, że jest ich od zawalenia, jednak jak się sama przekonałam nie wszystkie produkty przeznaczone do suchej skóry się do takowej nadają. Kremy posiadające nawet bardzo fajny, naturalny skład nie gwarantują satysfakcjonującego nawilżenia.Co gorsza, gdy z radością kupuję się zachwalany przez wszystkich produkt i okazuję się totalną klapą, potrzebne jest coś co pozwoli nam utrzymać nawilżenie, pomimo nietrafionego zakupu. Może jakieś nawilżające serum ?

     No i oczywiście rozpoczęłam poszukiwania w czeluściach internetu. Przeglądając blogi urodowe natrafiłam na Serum Babuszki Agafii, które było zazwyczaj oceniono pozytywnie, nie tylko ze względu na naturalny skład, ale również na jego nawilżające działanie. W ofercie naszej rosyjskiej babuszki znajdują się trzy rodzaje, przeznaczone dla trzech przedziałów wiekowych.



-"Zatrzymanie Młodości" do 35 roku życia

-"Przedłużenie Młodości" 35-50 lat

-"Aktywne Odmładzanie" +50 lat

Z tego tytułu, że miałam okazję przetestować wszystkie dostępne rodzaje tego produktu, mogę podzielić się z wami moimi doświadczeniami związanymi z tym serum i porównać ich właściwości  i działanie. Który z nich okazał się najlepszy ? 

       Na samym początku może zaczniemy od części wizualnej. Jak widać, opakowania tych produktów są na prawdę urocze. Serum znajduję się w tekturowym opakowaniu w pastelowych kolorach. Nie wiem czy tylko ja mam takie odczucia ale mają one dla mnie coś z "retro czasów" co mnie niezwykle urzekło. Kartonik jest zapieczętowany dwoma naklejkami, dzięki czemu mamy pewność, że nikt przed zakupem nie miał dostępu do środka. Wewnątrz oprócz buteleczki z produktem znajduje się ulotka informacyjna. O ile pamięć mnie nie myli, żadnych informacji przetłumaczonych na język polski tam nie było, więc dla polek trochę mało przydatna.


      Co do samej buteleczki - wykonana została z ciemnego szkła, co bardzo się chwali, szczególnie gdy produkt składa się z samych naturalnych składników. Opakowanie również posiada pipetkę, która zazwyczaj bardzo cieszy swoją obecnością, ale nie w tym przypadku. Konsystencja serum nie pozwala w żaden sposób nabrać choć trochę produktu pipetką i bardziej sprawuje ona funkcję szpatułki do aplikacji. Nie jest to ani użyteczne, ani komfortowe, szczególnie gdy produkt chyli się nam ku końcowi. Wtedy jedynie co można zrobić to wylać sobie produkt bezpośrednio na rękę. Dobrze że konsystencja jest na tyle lejąca, że mamy taką możliwość.


A pro po konsystencji. W każdym produkcie z serii jest identyczna. Posiada formę lekkiego, leistego mleczka dzięki czemu łatwo wydobyć produkt z butelki bezpośrednio na dłoń. Szybko się wchłania, pozostawiając na twarzy delikatny film.

Zapach w każdym z rodzajów się różni. Jest delikatny, subtelny, naturalny lecz trudny do zidentyfikowania. W wersji do 35 roku życia jak i 50 + zapach bardzo mi się podobał i z miłą chęcią nakładałam produkt na twarz przy okazji ciesząc się śliczną wonią. W przypadku serum "Przedłużenie Młodości" już nie było tak przyjemnie i słodkawego wśród zapachu wyczuwało się coś drażniącego. Nie jestem dobra w określaniu zapachów ale wyczuwałam jakby nutkę tytoniu. Tak bym to określiła. Najbardziej trafionym zapach według mnie na wersja 50+.

      Jeśli chodzi o cenę to jest na prawdę zróżnicowana. Każdą z wersji kosztuje od 36 zł do nawet 10 zł. Zależy gdzie je zakupimy. Na internecie widziałam bardzo różne ceny dlatego, zachęcam do szperania i szukania okazji. Ja moje sera kupiłam w apteko-drogerii z naturalnymi kosmetykami. Cenowo wyszło mnie to mniej więcej tak:

"Zatrzymanie Młodości" do 35 roku życia - 12,99zł
"Przedłużenie Młodości" 35-50 lat - 13,99zł
"Aktywne Odmładzanie" +50 lat -15,99zł


     Gdy wstęp już mamy za sobą, zaglądnijmy trochę bardziej wgłąb. Receptura  serum jest oparta w 98% na składnikach certyfikowanych pochodzenia roślinnego, organicznych ekstraktach i olejkach zimno tłoczonych, które pochodzą z ekologicznych rejonów Syberii. Substancje konserwujące są pochodzenia naturalnego.  Nie zawiera parabenów, sylikonów, sztucznych barwników, alkoholu, syntetycznych ekstraktów i składników z pochodzenia przerobu ropy naftowej.


      To teraz spójrzmy na składy, prawda że robią wrażenie ? 

      Aqua with infusions of Rosa Daurica Pallas Extract (woda z naparem z białej dzikiej róży daurskiej), Rhaponticum Carthamoides Extract (ekstrakt z szczodraka krokoszowatego), Helleborus Extract (ekstrakt z moroznika bajkalskiego), Artemisia Arctica Extract (ekstrakt z bylicy arktycznej), Organic Juniperus Communis Extract (ekstrakt z jałowca), Organic Salvia Officinalis Extract (ekstrakt z szałwii), Glycerin (gliceryna), Glyceryl Stearate SE (emolient), Helianthus Annuus Seed Oil (olej z nasion słonecznika), Hippophae Rhamnoides Altaica Seed Oil (olej z rokitnika ałtajskiego), Althaea Rosea Oil (olej z malwy różowej), Rubus Chamaemorus Seed Oil (olej z maliny moroszki), Centaurium Umbellatum Oil (olej z centurii pospolitej), Iris Pallida roqt Oil (olej z kosiacća bladego), Xanthan Gum (zagęszczacz), Sodium Hyaluronate (konserwant), Benzyl Alcohol (konserwant), Benzoic Acid (konserwant), Sorbic Acid (konserwant), Organic Parfum (organiczna substancja zapachowa)

       Aqua with infusions extract of Rhodiola Rosea Root Extract (woda z naparem z różańca górskiego), Spirae Ulmaria Flower Oil (olej z wiązówki błotnej), Organic Saponaria Officinalis Extract (ekstrakt z mydlicy lekarskiej), Opuntia Coccinellifera Flower Oil (olej z kwiatu opuncji), Glycerin (gliceryna), Glyceryl Stearate SE (emolient), Helianthus Annuus Seed Oil (olej słonecznikowy), Triticum Vulgare Germ Oil (olej z kiełków pszenicy), Hydrolyzed Wheat Protein (proteiny pszenicy), Ribes Nigrum Seed Oil (olej z pestek czarnej porzeczki), Calendula Officinalis Leaf Oil (olej z nagietka), Oryza Sativa seed Oil (olej ryżowy), Melissa Officinalis Leaf Oil (olej z liści melisy), Xanthan Gum (zagęszczacz) , Sodium Hyaluronate (konserwant), Benzyl Alcohol (konserwant) , Benzoic Acid (konserwant), Sorbic Acid (konserwant), Organic Parfum (organiczna substancja zapachowa). 

      Aqua with infusions extract of  Eleutherococcus Senticosus Extract (woda+napar z ekstraktu z Żeń-szenia syberyjskiego)Echinacea Purpurea Extract (ekstrakt z jeżówki purpurowej), Schizandra Chinensis Extract (ekstrakt z cytryńca chińskiego), Organic Cetraria Islandica Extract (ekstrakt z płucnicy islandzkiej), Organic Camellia Sinensis Extract (ekstrakt z zielonej herbaty), Rhodiola Rosea Extract (ekstrakt z różańca górskiego), Glicerin (gliceryna), Glyceryl Stearate SE (konserwant), Helianthus Annuus Seed Oil (olej słonecznikowy), Rubus Chamaemorus Seed Oil (olej z maliny moroszki), Xanthan Gum (zagęszczacz) , Sodium Hyaluronate (konserwant), Benzyl Alcohol (konserwant), Benzoic Acid (konserwant), Sorbic Acid (konserwant) , Organic Parfum (organiczna substancja zapachowa).

    Jak się to wszystko ma z obietnicami producenta ?


      Pierwsze  serum, przeznaczone dla osób będących przed 35 rokiem życia jak sama nazwa wskazuję ma za zadanie zatrzymać młody wygląd naszej skóry. Producent zapewnia ograniczenie przedwczesnego procesu starzenia się skóry dzięki odżywieniu i intensywnym nawilżeniu skóry. Serum ma zapewnić cerze dawkę witamin i antyoksydantów, tonizuje ją i zapewnia promienny wygląd.


      Serum "Przedłużenie Młodości" przeznaczone dla kobiet w przedziale 35-50 lat ma za zadanie eliminować zwiotczałość skóry poprzez jej ujędrnienie. Ma również rozświetlić cerę i ją odpowiednio nawilżyć. Zapobiega również procesom starzenia się cery.


   "Aktywne Odmładzanie" dla kobiet 50+ to już bardziej skoncentrowane serum przeciwzmarszczkowe. Producent gwarantuje intensywne działanie odmładzające, regenerujące i zapobiegające wiotczeniu skóry.


No dobra. To jak w takim razie te produkty sprawdziły się w praktyce ?

Sera stosowałam jako "wspomagacze" do moich przeciętnych kremów nawilżających na noc. Wypróbowałam je również w wersji solo ale tutaj było ogromne rozczarowanie. Dla mojej suchej skóry formuła jest zdecydowanie za lekka, działanie nawilżające zbyt słabe i jedynie co po jego nałożeniu na mojej buzi pozostawało to ściągnięta skóra, lekki film i ładny zapach. Inaczej sytuacja wyglądała, gdy zaraz po nałożeniu emulsji nakładałam krem. Nawilżenie było bardziej intensywne, rano skóra wyglądała na rozświetloną, ujednoliconą i ujędrnioną, a przede wszystkim była w końcu porządnie nawilżona ! Pierwsze zmarszczki mimiczne były wygładzone i delikatnie zniwelowane. Chcę również poruszyć kwestię zapychania porów. Ja jak wiecie mam do tego tendencję i na szczęście, żadna z emulsji nie spowodowała u mnie wysypu nieprzyjaciół co również jest dużym plusem.

       I powiem wam szczerze, że właśnie takie efekty otrzymywałam po każdej z emulsji. Nie ważne, czy posiadał takie składniki czy inne w moim przypadku zawsze działały identycznie. No może wersja 50+ była delikatnie bardziej nawilżająca, ale nie dało się tego odczuć w dużym stopniu. Dlatego nie widzę pomiędzy nimi jakiś ogromnych różnic. Fajnie, że nie zapychają, że są dobrym uzupełnieniem dla kremu nawilżającego, że mają bardzo fajne składy ale czy coś więcej ?


        Minusem bardzo dużym jest pipetka, która wręcz nie nadaje się do niczego. W dodatku, w wersji "Zatrzymanie Młodości" jest ona krótsza niż pozostałe, więc albo to jakaś wada fabryczna, lub po prostu producent zmienił jej długość w kolejnych produkowanych seriach. Jednak ten zabieg mało co pomógł. Kolejną wadą jest niestety niepełne wywiązanie się producenta z obietnicy nawilżenia. Bo z jednej strony serum fajnie działa we współpracy z drugim kosmetykiem, a sam nawilża bardzo ubogo. Wiadomo, serum to nie krem i na pewno w żaden sposób  nie ma prawa go wykluczyć, ale jeśli produkt ma sprawować funkcję nawilżającą to choć w jakimś stopniu powinien to robić samodzielnie. No niestety nie robi tego. Może lepiej by się sprawdził na skórze tłustej, która nie potrzebuje aż tak dużego nawilżenia jak skóra bardzo sucha. Jego rzadka formuła pomimo tego, że była plusem w aplikacji produktu to jednak stała się wielkim minusem jeśli chodzi o kwestie wydajności. Buteleczkę 30 ml zużywałam w miesiąc.


Czy kupię ponownie ? Zużyłam trzy buteleczki więc uważam, że już mi starczy. Chciałam wypróbować każdą z nich, dlatego nie żałuję ich zakupu. Nie powiem trochę mnie rozczarowały, ale nie okazały się totalnym bublem i jak by nie było sprawdziły się, może nie tak jak na to liczyłam, ale coś tam zrobiły. Dlatego nie zniechęcam, wręcz przeciwnie, zachęcam do wypróbowania. Nawet ze względu na te cudowne składy i w miarę korzystną cenę. A nóż u kogoś ten produkt będzie hitem ;)


poniedziałek, 31 października 2016

Ich troje w akcji - czyli jak wykorzystać nietrafiony zakup w pielęgnacji włosów

     Promocje gonią promocje. Nie wiem jak w waszym przypadku, ale ja trzymam już moje nogi "na wodzy", abym tylko nie weszła do kolejnej drogerii w której trwa kolejna z rzędu  promocja -40%. Ilość kosmetyków w moich zbiorach mnie przeraża, a nadal znalazło by się coś co jest mi do życia niezwykle niezbędne. Chyba czas się leczyć. 

A pro po leczenia i uszczuplenia swoich kosmetycznych zbiorów, przychodzę do was z postem włosowym, który na pozór zupełnie się nie klei z tym co za chwilę wam pokażę - na szczęście pozornie. W szale zakupów, zawsze znajdzie się jakiś produkt który, miał być cudem, a jest bublem. I chyba jest to nieuniknione nawet w dobie istnienia takich portali jak wizaż.pl. I tutaj przychodzi pytanie. Jak pozbyć się produktu, który nam nie pasuje, a czasem wręcz nawet szkodzi, nie marnując przy tym swoich pieniędzy ? I tutaj propozycji mamy na prawdę wiele. Ja natomiast pokaże wam 3 z nich, które sama przetestowałam i zaliczyłam je do jak najbardziej udanych. 

Czy te sposoby przypadną wam do gustu czy nie zależy to oczywiście od tego czego wasze włosy tak na prawdę potrzebują i jaki typ reprezentują. Moje włosy to tak zwany typ 2B (u nasady proste, od ucha delikatnie się falują). Są to typowe "suchaki" z tendencją do rozdwajania się, przesuszaniaa i puszenia. Ciężko jest je "dociążyć" dlatego do tego celu muszę używać cięższego kalibru. Ale może w końcu przejdźmy do sedna sprawy.


Pierwszy na tapetę idzie krem firmy Babydream przeznaczony do ochrony przed zimnem i wiatrem, który po zastosowaniu spowodował u mnie ogromny wysyp na twarzy. Czytając post na którymś z blogów o tematyce włosowej okazał się świetnym produktem dociążającym i nawilżającym włosy. Co z nim w takim razie robię ? Dodaję niewielką ilość do maski używanej po myciu i później taką mieszkankę wyczesuję dużą prostokątną szczotką przez jakieś 5 minut. (Jeśli nie słyszałyście o metodzie wyczesywania odżywki zapraszam na film Agnieszki z  wwwlosy w którym wszystko jest pokazane co i jak.) Włosy po takiej maseczce są dociążone i idealnie nawilżone. I nie ma tu mowy o jakimkolwiek przeciążeniu czy nieświeżości. Jeśli komuś służy również kremowanie włosów (nakładaniu kremu przed myciem) to ten produkt również świetnie się nada. Ma bardzo fajny, naturalny i pełen dobroci skład, a do tego tak niską cenę, że żal nie wypróbować 

Kolejnym produktem, który pomógł mi w nawilżeniu włosów jest oliwkowa woda tonizująca z Ziaji, która może bublem nie jest bo jako tako go jeszcze nie przetestowałam na skórze twarzy, ale spoglądając na skład doszłam do wniosku, że na włosy nada się idealnie. I tak się stało. Wypróbowałam go w postaci nawilżającej mgiełki przed olejowaniem włosów i okazało się, że na prawdę w tej roli dobrze się spisuję. Po umyciu włosy były mięciutkie, puszyste no i oczywiście nawilżone.  Jedynie co mi w tym produkcie przeszkadza to atomizer, który słabo rozpyla tonik, co plusem oczywiście jest jeśli chcemy stosować go do twarzy, jeśli jednak chodzi o włosy to jest to trochę uciążliwe. 


I na koniec ląduje według mnie chyba największa abstrakcja tego wpisu, czyli wykorzystanie nietrafionych nawilżających maseczek do twarzy.  Nie raz już mi się przytrafiło, że nawet jednorazowa maseczka potrafiła pozatykać mi pory lub podrażnić moją buzię co ewidentnie kwalifikowało produkt do kosza. Gorzej gdy jedno opakowanie jest przeznaczone na dwie lub więcej aplikacji. Co ja w takim razie z nimi robię ? Dodaję je do "maseczek" pod olej. Czyli jednym słowem robię jeden wielki mix remix nawilżający składający się na przykład z nic nierobiącej odżywki do włosów, gliceryny, żelu aloesowego, balsamu do ciała z fajnym składem i z dodatkiem takiej właśnie maseczki. To wszystko ląduje na mokre bądź suche włosy po czym nakładam na to wszystko olej i zawijam w folię spożywczą. U mnie ta opcja fajnie się sprawdza i jeszcze ani razu mnie nie zawiodła. 


         Chciałam jeszcze wspomnieć o bardzo ważnym aspekcie. W tego typu włosowych eksperymentach trzeba zwracać uwagę na SKŁADY używanego produktu. Bo w kosmetykach przeznaczonych do włosów, bądź co bądź raczej w większym stopniu sobie nie zaszkodzimy. Jednak jeśli chodzi o kosmetyki, które do włosów przeznaczone nie są, trzeba zwracać uwagę co w sobie zawierają. Jak najbardziej mile widziane są przeróżne ekstrakty, różnej maści oleje, czy nawilżacze typu gliceryna czy panthenol. Jeśli nie jesteśmy pewni danego składnika, warto poświęcić kilka minut na pobawienie się w detektywa i po prostu sprawdzić co to jest za cudo w internecie. 

I na koniec chciałam się trochę pochwalić. Może to i nic, ale właśnie wczoraj stuknęło mi 1000 wyświetleń z czego jestem bardzo, ale to bardzo uradowana. Dziękuję, że czasem odwiedzacie i mój mały zakątek, któremu jeszcze bardzo dużo brakuję do ideału :) Jeszcze raz wielkie dzięki !



piątek, 9 września 2016

Serum C-Force ! Zastrzyk energii od Perfecty


         Pomimo tego, że kalendarzowa jesień się jeszcze nie rozpoczęła to jakimś dziwnym trafem słońce już nie takie letnie, włosy  już tak mocno głowy  się nie trzymają i te upały, niby są ale aż tak nie dają o sobie znać. Choć wakacje nadal trwają, to już na karku czuję  zbliżający się rok akademicki. Za szybko ten czas leci. 

         Dzisiaj troszeczkę o pielęgnacji twarzy, a dokładniej o serum które pomimo swojej niskiej ceny jest ciekawym produktem z „małym pieprzykiem”.  Nie wiem jak Wy, ale ja ostatnio zauważyłam wielkie „boom” na kosmetyki  z witaminą C, której i ja jestem niezmiernie ciekawa. Dzięki  wygranej w rozdaniu u Eweliny z bloga kanwuje czytam testuje miałam okazję przetestować Serum firmy Perfecta (Dax Cosmetics) z skoncentrowaną witaminą C.  


Serum C-Force od Perfecty to produkt intensywnie regenerujący, który ma dodać naszej skórze zastrzyk energii i usunąć oznaki zmęczenia. (Czy to nie jest kusząca perspektywa? :D). Jest to profesjonalna i specjalistyczna rewitalizacja, która już po pierwszym użyciu gwarantuje wręcz olśniewające efekty. Produkt zalecany jest do skóry matowej, zmęczonej i zszarzałej po 30 roku życia.

Zawiera:
Skoncentrowaną witaminę C- zapewnia intensywną odnowę skóry oraz likwiduje oznaki zmęczenia i stresu
Bio-FOSPOR- dotlenia skórę i dostarcza potężną dawkę energii
Baobab Lift- zapewnia natychmiastowy lifting i wygładza zmarszczki
Eliksir(?) Karotkowy- ożywia cerę i zapewnia jej zdrowy, słoneczny wygląd

Producent według mnie w opisie swojego „cudu” coś za bardzo poszalał ze swoją wyobraźnią, no ale...czemu mnie to nie dziwi :D. A co tak naprawdę w tej saszetce „siedzi” ? Zajrzyjmy do składu. Długi jest nie powiem. Nie jestem ekspertem jeśli chodzi o "tłumaczenie" co się kryje w składach. Do tego celu posłużyłam się wujkiem google, ale pomału się uczę :D. 

Aqua –woda
Hydrogenated Polydecene –  emolient tworzący film, nawilża, zmiękcza naskórek.
Glycerin – gliceryna
Magnesium Aspartate - substancja nadająca pH
Zinc Gluconate - wykazuje działanie ściągające, regulujące wydzielanie sebum.
Copper Gluconate - Glukonian miedzi, w kosmetykach jony miedzi regulują pracę gruczołów łojowych.
Caprylic/capric triglyceride - emolient tłusty, zapobiega odparowywaniu wody z naskórka, tworzy film
Lecithin – lecytyna, Emulgator, Wpływa na poprawę stopnia nawilżenia skóry
Sorbitol - Substancja hydrofilowa, nawilżająca
Panthenol - Prekursor witaminy B5
Glicerin - Gliceryna
Trilaureth-4-Phosphate - PEG/PPG emulgator.
Tocopheryl Acetate - Octan tokoferylu, organiczny związek chemiczny, hamuje procesy starzenia
Ubiquinone - koenzym Q10, uzupełnia trójkę podstawowych antyoksydantów.
Hydrolyzed Adansonia Digitata Extract – ekstrakt z liści afrykańskiego drzewa chlebowego. 
Mica - Pigment mineralny, 
CI 77891 – dwutlenek tytanu, pełni rolę naturalnego filtra przeciwsłonecznego,
Ascorbyl Tetraisopalmitate - prekursor witaminy C.
Helianthus Annuus Seed Oil - Olej z nasion słonecznika
Daucus Carota Sativa Root Extract - wyciąg z korzeni marchwi, 
Daucus Carota Sativa Seed oil – Olej z marchwii
Beta-Carotene – prowitamina A
Ascorbyl Palmitate - Antyoksydant (przeciwutleniacz), spowalnia procesy starzenia się skóry
Glyceryl Srearate - Ester kwasu stearynowego i gliceryny, może być komedogenny czyli sprzyjać powstawaniu zaskórników. 
Stearyl Alcohol - Emolient tłusty, filmotwórczy.
Ceteareth-25 - Emulgator, składnik umożliwiający powstanie emulsji, poprawia konsystencję
Ceteareth – 20 - Emulgator,składnik umożliwiający powstanie emulsji, poprawia konsystencje
Polyglyceryl-3 Diisostearate - Emulgator  składnik umożliwiający powstanie emulsji.
Acrylates C10-C30 Alkyl Acrylate Crosspolymer – polimer, substancja kondycjonująca
Carbomer –Polimer, pochodna kwasu akrylowego, wpływa na konsystencje kosmetyku
Sodium Hydroxide - Wodorotlenek sodu, regulator Ph
Ethylparaben – Konserwant
Methylparaben – Konserwant
2-Bromo-2-Nitropropane-1– Konserwant
Disodium EDTA - Sekwestrant -Wspomaga działanie konserwantów
BHA - Syntetyczny przeciwutleniacz, w kosmetykach chroni inne substancje przed rozkładem, przedłuża ich trwałość
Limonene- Substancja zapachowa.
Hexyl Cinnamal – Zapach
Linalool – Substancja zapachowa
Butylphenyl Methylpropional – substancja zapachowa
Geraniol - Substancja zapachowy
Citronellol - Substancja zapachowa
Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carbox-Aldehyde – Substancja zapachowa
Parfum – Zapach

Producent zaleca używanie tego produktu 2-3 razy w tygodniu na oczyszczoną twarz, szyję i dekolt , na dzień i na noc jako zamiennik kremu. U posiadaczek suchej cery zaleca wklepanie go pod krem nawilżający.

Jak miała wyglądać moja kuracja ?  Postanowiłam sobie, że przeprowadzę dwutygodniową kurację z tym kosmetykiem i sprawdzę jak działa na dłuższą metę. Przede wszystkim zależało mi na porządnym nawilżeniu mojej buzi (wszelkie nawilżacze są dla mnie zbawienne) ale również na poprawie kolorytu. Stwierdziłam, że jedna saszetka na taką kurację mi nie wystarczy i dlatego dokupiłam sobie od razu drugą i wystartowałam z moim małym testem. Postanowiłam sobie, że będę używać tego serum na noc po użyciu kremu (u mnie taka inwersja lepiej się sprawdza) co drugi dzień.


Pierwsze co mnie zaskoczyło to ilość produktu. Producent na opakowaniu zaznacza, że jedna saszetka ma wystarczyć na 2 APLIKACJE ! Od razu wiedziałam, ze gdybym taką ilość miała zużyć na dwa razy to musiałabym nie wiem pokryć  tym cudem nie tylko twarz, szyję i dekolt ale również brzuch i ręce. Oczywiście nie uważam, że to źle. Wręcz przeciwnie ;) Pojemność  10 ml na taką saszetkę to naprawdę coś ;).

Kolejna kwestia, która zaskoczyła mnie w tym produkcie to – zapach. Nie muszę Wam opisywać jakiej woni oczekiwałam. Bo na pewno nie takiej. Jest to połączenie zapachu maści na ból stawów i cytrynowej kostki do WC. Na szczęście, nie utrzymuję się zbyt długo.

Po pierwszym użyciu miałam mieszane uczucia. Nie za ciekawy zapach, nawilżenie takie sobie nawet po wcześniejszym użyciu kremu (Vianek, krem na noc do suchej skóry-nawilżeniem nie grzeszy). Więc nie wyobrażam sobie używania tego serum solo.  Jednak po niezbyt dobrym pierwszym wrażeniu nie było śladu, gdy rano zobaczyłam siebie w lustrze. No cóż, może to nie był efekt jak z salonu (nie przesadzajmy :P) jak to mi obiecywał producent, ale naprawdę byłam pozytywnie zaskoczona. Skóra była lekko napięta, nawilżona, wygładzona i taka jakby odświeżona. Wyglądałam na wypoczętą, pomimo mojego jakże krótkiego snu, a to już naprawdę uważam za duży sukces. I to wszystko tylko i wyłącznie po jednej aplikacji. Jednym słowem „wow”.

 Niestety czar prysł. Kiedy ? 
 Po tygodniu.
                                                                                   
Wspominałam Wam o tym, że owszem mam suchą skórę ale z dużą tendencją do tak zwanego „zapychania” ? No właśnie. To moja zmora, która niestety prześladuje mnie wszędzie tam gdzie napotkam między innymi parafinę lub glicerynę wysoko w składzie. No i tutaj się mi nie udało przed tym uciec. Gliceryna na trzecim miejscu, no cóż, ciekawość przetestowania wygrała, a ja pozostałam z twarzą pełną ukochanych przyjaciół.


Jednak mimo to, zakończę ten wpis pozytywnie. Bardzo, ale to bardzo to serum przypadło mi do gustu i polecam je wszystkim tym, którzy nie mają problemów z zatykającymi się porami. Bo produkt jest naprawdę świetny. Pomimo tego, że skład  nie należy do jakiś super ekstra to myślę, że mimo wszystko warto ten produkt wypróbować. Może gdybym je zastosowała jako jednorazową maseczkę efekt nie byłby taki dramatyczny jak po stosowaniu go co drugi dzień ? Być może. Ja jednak  chyba bym się nie odważyła użyć jej ponownie. Mimo to na pewno przypadnie do gustu moim dłoniom jako nawilżająca maseczka :).


niedziela, 14 sierpnia 2016

Uczeń przebił mistrza ? - Thierry Mugler vs J Fenzi



Dzisiaj na moim blogu pojedynek. Troszkę kontrowersyjny i być może totalnie nie na miejscu.  A co jeśli w tym przypadku jest zupełnie inaczej ? Można uznać za głupotę, porównanie zapachów z tak różnych półek cenowych. 

Jednak, czy aby na pewno ?

     Historia związana z poznaniem perfum Muglera miała miejsce jakieś dwa lata temu. I nie była to miłość od pierwszego powąchania. Ciężka, słodkawa woń spoczywała na moim swetrze tak długo, że doszła w końcu do nosa mojej mamy robiącej pranie i od razu zapytała się co tak ładnie pachnie. Usłyszawszy moją odpowiedź od razu zapragnęła go mieć, z czasem i ja również.

       Na samym początku mojej przygody z perfumami Thierrego zdecydowałam się sięgnąć po ich odpowiednik. Nie byłam do tego zapachu w tamtym momencie na tyle przekonana, aby zakupić oryginalny flakonik. Wstąpiłam więc do drogerii i zdecydowałam się na zapach polskiej firmy J fenzi. W ich szerokim asortymencie znalazła się Neila – zapach od pierwszego psiknięcia podobny do mocno jaśminowego zapachu Alien. Od momentu zakupu zaczęłam go namiętnie używać. Zapach na tyle mnie oczarował, że z czasem pokusiłam się również na zakup oryginalnego flakonika tych cudownych perfum.


    Flakonik Neila jest według mnie naprawdę uroczy. Prosty, nieprzekombinowany, minimalistyczny ale i elegancki. Jest poręczny, fajnie leży w dłoni, a przede wszystkim ładnie się prezentuje. Jedynie co kuje mnie w oczy to perfidny i źle skomponowany z całą resztą podpis firmy, który psuje bardzo wiele i bez niego, opakowanie prezentowało by się o wiele lepiej.

       Flakon Alien to dzieło sztuki. Forma oszlifowanego ametystu bardzo do mnie przemówiła i niezmiernie cieszy moje oko. Przy okazji buteleczka jest bardzo poręczna. Idealnie oddaje tajemnice tego zapachu. 

      A właśnie.  Jakie nuty zapachowe w sobie kryje ? Skomponowane przez  Dominique Ropion i Laurent Bruyere woń została zamknięta w kategorii orientalno- drzewnych. Nuta głowy to: jaśmin sambac, jasmin, nuta serca: kaszmir, podstawę stanowi natomiast: biała ambra. Według producenta promieniuje on zmysłowością i  tajemniczą uwodzicielską siłą, którą ma w sobie niespotykana kompozycja zapachowa. 

      Neila w przeciwieństwie do Alien ma zapach zupełnie jednowymiarowy. Pomimo tego, że na „pierwszy węch” do złudzenia przypomina oryginał po porównaniu różnią się od siebie. Zapach Muglera jest natomiast przeciwieństwem w tej kwestii. Rozwija się z godziny na godzinę,  zmieniając przy tym swoją zapachową postać. Do tego jest bardzo intensywny  i mega trwały. U mnie na skórze jest wyczuwalny około 12 godzin, na ubraniach o wiele dłużej. To naprawdę niezły wynik.


      Co w takim razie z trwałością  u Neili ? I tutaj was zaskoczę. Na skórze utrzymuję się około 4 godzin. Wynik na kolana nie powala. Jednak, gdy rozpylimy je na swoje ubrania, trwałość jest wręcz szokująca. O jakie było moje zdziwienie, gdy po tygodniowej przerwie założyłam swój płaszcz , na którym nadal czułam zapach Neili. Po za tym nie jest on na tyle mocny, aby na co dzień wśród otoczenia  powodował bóle głowy. W przeciwieństwie do Alien nadaję się  nie tylko na wieczór i porę jesienno-zimową, ale również  według mnie dobrze sprawuję się na letnią porę.

     Alien to naprawdę niepowtarzalny zapach, który mnie totalnie zauroczył i wiem, że nie tylko mnie. Za taką jakość naprawdę nie jest mi żal ani jednej wydanej złotówki. Czy warto zakupić jego odpowiednik ? Według mnie tak. Zdaję sobie sprawę, że nie każdy popiera kupowanie tanich perfum, które zazwyczaj bardzo mocno są „inspirowane” cudzymi kompozycjami. Ja jednak uważam, że jeśli tańsza wersja nie jest zła jakościowo to czasem warto się o nie pokusić, szczególnie gdy przy kasie nie jesteśmy. Pozory czasem mylą i nie wszystkie tanie perfumy są takie złe jakie je malują. Jednym z przykładów jest właśnie Neila, która naprawdę za taką cenę jest godna uwagi. Myślę, że jeszcze nie raz sięgnę po zapachy J Fenzi.

 A Wy macie jakieś ulubione zapachy z niższych półek ? ;)


 U mnie jak widzicie zmiany, zmiany, zmiany ! Mam nadzieję, że na lepsze ! :) Przy okazji zapraszam Was do mnie na mojego INSTAGRAMA, bo w końcu postanowiłam sobie założyć cokolwiek z poza świata blogosfery ! 
Brawo Ja ! :D 

sobota, 14 maja 2016

Recenzja korektorów Catrice - Co tak naprawdę się w nich kryje ?




Witajcie :). 
Leżę chora, słaba i obolała. Piękna majowa pogoda mnie ominęła i niestety pozostało mi tylko cieszyć się odgłosem deszczu, szeleszczącymi drzewami za oknem oraz szaro burymi chmurami. Jednak korzystam z okazji i przychodzę do was z kolejną recenzją! (Tak, w mojej rekonwalescencji są plusy i minusy!) 

Dzisiaj troszeczkę popiszę sobie o korektorach firmy Catrice. W zasadzie z nimi to jest tak. Sprawa nie wygląda dosyć oczywiście. Na temat produktów tej firmy krążą przeróżne legendy. Jedni je kochają, drudzy nie koniecznie. Co ja o nich sądzę ? Jak się u mnie one sprawdziły ? Jeśli jesteście ciekawe, to zapraszam do dalszej części :)




Może zacznę od tego, że używać podkładów, pudrów i korektorów zaczęłam dopiero od kilku miesięcy ! Może to wydawać się dziwne, że dwudziestolatka dopiero w takim wieku rozpoczęła swoją przygodę z makijażem twarzy, no ale tak wyszło. Dlatego przyznaję się bez bicia, korektory Catrise to moje pierwsze tego typu produkty. Tak wiec można powiedzieć, że do końca jakoś tak obiektywna nie będę, ale swoje zdanie wyrażę :D.

Na sam początek sięgnęłam po kultowy już kamuflaż, który chyba każda szanująca się blogerka ma  w swojej kosmetyczce. Wybrałam kolor najjaśniejszy czyli 010 Ivory. Z tego tytułu jednak, że wtedy w Hebe była promocja 2 w cenie 1 postanowiłam wybrać sobie jeszcze jeden korektory, tym razem lżejszy, nadający się pod oczy. Wybór padł na Rozświetlający korektor w tak zwanym "pisaku" Re-Touch Light-Reflecting w kolorze 005 Light Nude.




W przypadku obu produktów wydaję mi się na prawdę fajne. Camuflage crem mieści się w estetycznym czarnym, plastikowym słoiczku mieszczącym 3g produktu. Jeśli chodzi o tego typu opakowania wchodzi tutaj gra higieny, którą ciężko zachować, szczególnie gdy nakładając go za każdym razem posługujemy się palcami. Jednakże, gdy użyjemy do tego celu pędzelka, problem mija bezpowrotnie. Dlatego nie uważam tego w jego przypadku za jakąś wielką wadę. Słoiczek jest malutki, wszędzie się zmieści, do każdej kosmetyczki, więc dla mnie jak najbardziej na plus :)

Co w takim razie z Re-Touch ? Same musicie przyznać, że opakowanie jest reprezentacyjne i bardzo eleganckie. Nie wygląda tanio i tandetnie. Wręcz przeciwnie. Oczywiście forma "wykręcanego pędzelka" jest niezmiernie wygodna. Sposób nakładania korektora jest bardzo higieniczny, nic się nam nie ciapie i nie brudzi, a produkt trafia tam gdzie jego miejsce. Jest jednak jedna wada, która niestety ale zmienia wiele. Uwaga! W takim oto "pisaczku" mieści się tylko 1,5ml produktu! Gramaturę tego korektora można porównać do saszetkowej próbki, za którą trzeba płacić, hym ... 15zł ?



W Kamuflażu od Catrice jest ona bardzo kremowa i zbita. Pod wpływem ciepła robi się bardziej "miękka" dzięki czemu w zetknięciu ze skórą fajnie się rozprowadza. Oczywiście, ze względu konsystencje tego korektora, nadaję się do maskowania niedoskonałości oraz innych miejsc na skórze, którym nie przeszkadza bardziej cięższa formuła.



Re-Touch natomiast to totalne przeciwieństwo kamuflażu. Konsystencja jest leciutka i delikatna. Można ją porównać do lekkiego kremu. W sam raz nadaje się do korygowania takich delikatnych miejsca jak skóra pod oczami.




Wchodząc do sklepu wiedziałam, ze wybiorę te najjaśniejsze. Dlatego bez wahania w moim koszyku wylądował Camouflage z numerem 10 Ivory. Z Re-Touch miałam większy problem. Tester pusty. Obrazeczek z kolorem nic mi nie mówił ani na tym kolorze najjaśniejszym, ani na tym ciut ciemniejszym. Sięgnęłam więc po radę konsultantki i doradziła mi wybrać odcień z numerkiem 005 twierdząc, że jest bardziej żółty niż ten o numerze 001.  Moim zdaniem jednak Re-Touch nie jest stricte żółty, bardziej porównywała bym jego tony do pomarańczowych, niestety. Na szczęście nie jest aż tak mocno kryjący, aby się odznaczał, ale jednak mimo wszystko jest dla mnie za ciemny. Kamuflaż natomiast ma odcień typowo żółty, delikatnie, może o ton odznacza się od mojego podkładu po bezpośrednim nałożeniu. Jednak gdy go delikatnie wklepie, to tej różnicy nie widać, wszystko łanie się stapia. 

Oczywiście na koniec najważniejsze część. Czyli jak u mnie sprawdziły się oba korektory!

Kamuflaż Catrice przetestowałam pod każdą postacią. Jako korektor na niedoskonałości, zaczerwienienia, a nawet jako bazę pod cienie czy korektor pod oczy. I powiem wam, że w każdym przypadku spisał się REWELACYJNIE! Na prawdę, nie dziwię się, że ma tyle zwolenniczek. Nie roluje się, nie ciemnieje, po przypudrowaniu trzyma się na swoim miejscu cały dzień. Nie tworzy plam. Ładnie współgra z podkładem (pomimo tego że jest ciemniejszy od niego!), stapia się ze skórą, nie odznacza się na twarzy. Po prostu, nic dodać, nic ująć ! Jest na prawdę super !

Re-Touch, pomimo swojej delikatnej i lekkiej formuły spełnia swoje zadanie. Maskuje to co ma maskować, nie tworzy efektu pandy, nie wchodzi w zmarszczki. Nie zauważyłam jednak w jego przypadku rozświetlenia, a wiem, że czasem by się u mnie ono przydało. Nie polecam go również osobom, które mają na prawdę duży problem z sińcami pod oczami, bo nie jest on na tyle kryjący, aby był w stanie w tym przypadku pomóc. W końcu nie jest on typowym kryjącym korektorem.




Oba korektory są warte uwagi. Natomiast z różnych przyczyn jeden polecam bardziej, drugi troszkę mniej. Dlaczego ? 
Podsumowując w skrócie:
A jak u was sprawdziły się kosmetyki z firmy Catrice ? Macie podobne odczucia ? ;)
                             


niedziela, 1 maja 2016

Czekolada nie tylko dla podniebienia ? Dlaczego nie !?



Ostatnio, zastanawiałam się jak umilić sobie czas podczas majowego weekendu. Rozważałam przeróżne opcje i ostatecznie poszłam na łatwiznę. Postanowiłam zorganizować sobie rozkosz nie tylko dla duszy i podniebienia ale przede wszystkim dla mojego ciała ! Mając na myśli SPA od razu do głowy przyszedł mi masaż czekoladą. Nie wiem sama dlaczego. Pomyślałam sobie, czemu nie ? Ale spokojnie, masażu tutaj prezentować nie będę :).


Czekoladowe przysmaki  kojarzą nam się zazwyczaj tylko z samymi ubocznymi skutkami. I powiem wam, że niesłusznie.  Gorzka czekolada z wysoką zawartością kakao nie tylko poprawia humor ale również zwiększa koncentrację, dodaję energii, zapobiega zakrzepom i miażdżycy, wzmacnia serce,  a nawet łagodzi kaszel ! Oczywiście, wiadomo wszystko z umiarem, zjedzenie dwóch kostek wystarczy :D. 
Oprócz tego posiada również dobroczynne działanie dla naszej skóry. Kakao między innymi  ma właściwości  nawilżające oraz natłuszczające. Działa kojąco, wspomaga walkę z rozstępami, pomaga również chronić skórę przed promieniami UV. Kakao również działa zbawiennie na włosy ! Nawilża je i wygładza. Czytając ile ten przepyszny składnik ma dobroczynnych właściwości bez wahania zdecydowałam się na  zorganizowanie sobie mini SPA w którym pierwsze skrzypce zagra właśnie kakao.

Zaczęłam od przyrządzenia sobie czekoladowej maseczki na twarz. Użyłam do tego prostych składników, dostępnych myślę w każdym domu. Pierwsze, wiadomo – kakao, nasz główny bohater ! Następnie dodałam kefir, który pomaga o dziwo w walce z trądzikiem, redukuje zmarszczki oraz usuwa martwy naskórek. Kolejnym dodatkiem do mojej maseczki był olej kokosowy bardzo wszystkim znany nie tylko jako zdrowszy odpowiednik olejów do smażenia ale również sprawdzający się w kosmetyce. Ilość jego właściwości jest ogromna  począwszy od nawilżenia skończywszy na działaniu antybakteryjnym. No i na samym końcu dodałam miód wyśmienicie nawilżający, zmiękczający oraz regenrerujący. Oczywiście składniki można sobie modyfikować jak się tylko komu podoba :)

Składniki:
1 łyżka kakao
2 łyżki kefiru
1 łyżeczka oleju kokosowego
1 łyżeczka miodu
+ ew. inne dodatki według uznania, może to być szczypta cynamonu, zmielone płatki owsiane czy nawet rozgniecione awokado. 


Wszystko razem wymieszałam i podgrzałam w kąpieli wodnej, aby olej kokosowy połączył się z resztą składników, zmieniając swoją postać ze stałej w oleistą. Maseczka wyszła dosyć rzadka, jednak nie przeszkodziło to w jej nakładaniu. Jej smak był OBŁĘDNY ! Nie mogłam się wręcz powstrzymać od jedzenia, obawiałam się, że przez moje łakomstwo nie wystarczy mi jej na twarz :D. Po około 10 minutach zastygła na skórze. Mając ją podczas kąpieli delektowałam się jej pięknym czekoladowych zapachem. Po około 20 minutach spłukałam mieszankę. Skóra była fajnie nawilżona, gładka i mięciutka.

Organizując sobie „mini SPA” oczywiście nie zapomniałam o moich włosach ! Na nich również wylądowało kakao w roli głównej. A efekt jaki uzyskałam po tej mieszance, aż zaparł mi dech w piersiach ! Ale od początku ;)
W miseczce wylądowało oczywiście kakao mające zbawienne właściwości również na włosy. Pielęgnuje je, nawilża i wygładza. Oczywiście do tego dodałam olej. W moim przypadku użyłam oliwy z oliwek , która świetnie się sprawdza na moich wysoko porowatych włosach. Kolejny składnik jakiego użyłam to gliceryna, kilka kropelek nigdy nie zaszkodzi, a tylko jeszcze bardziej nawilży nasze włosy. I na sam koniec wymieszałam to wszystko z maseczką do włosów Serical, Crema al Latte, która u mnie średnio się sprawdziła, ale dzięki temu wykończyłam ją do końca i się jej pozbyłam ;).

Składniki:
2 łyżki maski do włosów (u mnie Serical Crema al Latte)
1 łyżeczka kakao
5 kropli gliceryny
2 łyżeczki oliwy z oliwek


Maskę nałożyłam na włosy, założyłam czepek oraz ręcznik i tak paradowałam około godziny. Niestety, maseczka uporczywie spływała mi po szyi, co było dla mnie mega upierdliwe ! No ale mówi się trudno, czasem trzeba się poświęcić. A uwierzcie mi było warto ! Po upływie czasu spłukałam maskę z włosów i umyłam je szamponem.

 Tak wiem, po zmieszaniu apetycznie to to nie wygląda :D 

Efekty ? Włosy pięknie pachniały pomimo tego, że umyłam je szamponem i jeszcze później nałożyłam na 10 minut odżywkę. Po wyschnięciu włosy był super nawilżone, błyszczące, uniesione u nasady, zapach utrzymywał się do następnego mycia. No cudo !

Dlatego z ręką na sercu, serdecznie polecam raz na jakiś czas oderwać się od rzeczywistości choć na chwilkę i zafundować sobie samej coś co pozwoli nie tylko nam się rozluźnić i zrelaksować ale również zadbać o naszą skórę i włosy :).

Najlepsze zostawiłam oczywiście na koniec :). Chciałam się troszeczkę pochwalić, że pierwszy raz w życiu coś wygrałam ! I sama do tej pory wyjść z szoku nie mogę :D. Dlatego tutaj pragnę podziękować Acne skin za tyle ciepłych i miłych słów i oczywiście za to, że została moją pierwszą obserwatorką ! To niby nic, ale dla mnie znaczy bardzo, ale to bardzo wiele :). Oczywiście również dziękuje za przesyłkę która dotarła do mnie parę dni temu. Już parę kosmetyków wypróbowałam i recenzje ich pojawią się już niebawem :). Jeszcze raz bardzo dziękuję !
PS: Za rabacik również. Wiem ile pracy trzeba włożyć, cierpliwości i nerwów w wyszycie jednego obrazka, dlatego tym bardziej ten rabat jest cenny ! :D Dziękuję !